|
Warsztat twórczy Pawła Wróblamalarstwo i szkice
Malarstwo twórców z kręgu górnośląskiej sztuki intuicyjnej jest coraz bardziej znane, ma swoich admiratorów, jak i zagorzałych przeciwników. Jest to zjawisko par excelence artystyczne, ale zarazem kulturowe i socjologiczne. W ciekawy sposób cechy te odzwierciedlają się w biografiach poszczególnych malarzy naiwistów, które poza oczywistym piętnem indywidualizmu noszą znamiona grupowego podobieństwa wyrastającego z dziedzictwa tej ziemi. Ową oryginalność i wspólnotowość odnajdujemy też w życiu i twórczości Pawła Wróbla. Był on przede wszystkim malarzem, ale nieobca mu była rzeźba w drewnie i w węglu.
Urodził się w rodzinie górniczej w Katowicach Szopienicach 19 VI 1913 r. Zmarł 19 I 1984 r. Opatrzność wyznaczyła mu bytowanie w trudnych czasach dla Górnego Śląska. W tamtym rozwichrzonym świecie, uciekał - jak wielu - w śląskość, bezpieczną przystań swojskości. Przed laty Józef Ligęza, zasłużony badacz miejscowej kultury, zapisał w notatce, że pospolitość nazwiska artysty „od ludzi bez twarzy” ma walor symboliczny, natomiast Wróbel jako człowiek jest częścią „tego pospólstwa”, jest jednym z nich, czuje tak samo, bo wyrósł w tej samej kulturze, pracuje ciężko, jak wielu na Śląsku. Można powiedzieć, że stał się wyrazicielem i piewcą poglądów, marzeń oraz lokalnych mitów. Co interesujące, w twórczości Wróbla, tak mocno osadzonego w przemysłowym pejzażu, zdewastowana przyroda i otoczenie ukazane są zupełnie inaczej niż w rzeczywistości. Nie ma tu widocznych symptomów degradacji. Jakby na przekór zieleń jest zdrowa, bujna i czysta. Jedne drzewa zdają się mieć rozłożyste korony, niczym włoskie pinie, inne – jak topole – są wysmukłe i wyniosłe. Również w tej samej, zdewastowanej przestrzeni kobiety uprawiają ogródki, gdzie rosną „dorodne” kwiaty i warzywa sprzedawane potem na targu. Zdaje się, że artysta-Wróbel dokonał świadomego wyboru. Przewrotnie – znaczne nagromadzenie barw przysłoniło, czy wręcz unicestwiło, szarość miejscowej przyrody, tutejszego pejzażu. Stał się barwny, baśniowy i przez to właśnie odrealniony. Trudno rozstrzygnąć, czy to jakaś wizja niedościgłej krainy pełnej szczęśliwości, czy pewna modelowa propozycja zbudowana na konkretnym przykładzie kulturowym, ale mająca wymiar propozycji uniwersalnej? Czy też może jest to celowe operowanie „archeologiczną” przeszłością, z jakąś wiarą, że tak było, albo – tak będzie? Kolorami obdarowuje wszystko. Taki jest cały jego świat. W rezultacie nie szokuje już żółte niebo, ani niebieskie dachy domów, czy fabrycznych hal, ani piaskowe, amarantowe i różowe elewacje robotniczych familoków.
W malarstwie Wróbla pojawia się regularnie ten sam kod znaków tej ziemi. To głównie owe symbole regionu, jak np. hałdy (których notabene już nie ma), następnie „cytaty” architektury przemysłowej, czyli kominy, dźwigi wyciągowe kopań, wieże ciśnień. Są też typowe zjawiska ilustrujące górniczą codzienność, życie rodzinne, specyficzne lokalne formy ludyczności oraz świętowania. Ukazane jest to wszystko w perspektywie owej niepowtarzalnej już wspólnoty ludzi takich samych. Również tę rzeczywistość Wróbel nasyca bogatą kolorystyką. Całość jest swoiście piękna, ale jest to piękno pięknością innej estetyki. Mieszają się tu różne źródła i treści. Występują wątki lokalnej tradycji, która zezwalała np. na to, by skarbnik z diabłem i utopcem grali w ludzkiej przestrzeni w karty. Jaki stąd wniosek? Wydaje się prosty. Tu ludzie żyją, pracują, spędzają wolny czas, radują się na ludowej zabawie czy przy biesiadnym stole. No cóż. To jest ich świat. A świat jest piękny! I to wszystko można ujrzeć na jego obrazach.
Prezentowane na wystawie prace pochodzą wyłącznie ze zbiorów naszego Muzeum. Tworzona przez nas od kilku lat kolekcja to zaledwie nieduży ułamek ogromnej spuścizny Wróbla. Obrazy to dzieła ukończone i to według pewnego pomysłu. W nich wyraża się przemyślana i wyważona, ale może nie zawsze spontaniczna i szczera koncepcja. Lecz my prezentujemy także posiadane szkice i rysunki artysty z Szopienic. Skupmy się więc na nich. Tu wchodzimy w zupełnie inna sferę twórczości, bo widzimy coś, co nie jest ukończone, coś, co bywa nieraz ledwie rozpoczęte, co drażni swoją surowością, nieporadnością. Gdy stykamy się z tymi rysunkami czy „notatkami”, to już w sposób szczególny, nawet nieco intymny obcujemy z samym Wróblem. Nie tylko poznajemy jego warsztat, umiejętności. Na twórczość „naiwnego artysty” możemy spojrzeć w szerszym aspekcie. Tutaj dominuje konkret, często szczegół. W tym przypadku jest tu zarejestrowany ruch niewprawnej ręki, którą górnik–Wróbel chce przymusić do takiego, a nie innego, wymyślonego lub podpatrzonego, ujęcia. Można próbować go zrozumieć, nawet solidaryzować się z jego rozterkami. Widzimy różne sceny, kompozycje, widoki. Także w tych pracach nie wykracza on poza swoje standardowe widzenie rzeczywistości. Tkwi uparcie w kręgu tych samych znaków swej ziemi i kultury. Jest im całkowicie podporządkowany. W konsekwencji nie dostrzega innych kodów. Można powiedzieć, że to co rysuje i maluje istnieje, czego nie rejestruje, tego nie ma. Nie ma bo to nieistotne? Spójrzmy na prezentowany fragment działalności górnika – artysty nie tylko w kategoriach estetycznych. Wydaje się, że w tej twórczości tkwi pewne uniwersalne przesłanie. A może to tylko ułuda? Jak wszystko i nic. komisarz wystawy |
|
| strona główna | o muzeum | wystawy czasowe | wystawy stałe | archiwum wystaw | | lekcje-muzealne | konkursy | aktualności | wydawnictwa| ogłoszenia | kontakt | |