|
|
Józef Dańda
i jego fascynacje
fotografią ojczystą.
Kiedy w 1983 r. trafiła do naszego muzeum kolekcja fotografii Józefa Dańdy, nikt prawie, oprócz grona starszych przedstawicieli Związku Polskich Artystów Fotografików, nie znał jego nazwiska. Byli jednak przekonani, że zbiory Dańdy uległy rozproszeniu. Uznaliśmy, że przypomnienie osoby i twórczości artysty jest naszym obowiązkiem, dlatego mimo trwających prac nad uporządkowaniem zbioru, w 1988 r. przygotowaliśmy pierwszą wystawę związaną z obchodami 70. rocznicy odrodzenia się Rzeczpospolitej Polski, zatytułowaną „Niepodległa w fotografii Józefa Dańdy”. Była to ekspozycja nie tylko adekwatna do rocznicy, ale także do przekroju kolekcji artysty, bowiem najszersza reprezentacja jego fotografii tzw. ojczystej związana była z okresem międzywojennym, zdjęcia zaś pochodziły z ziem ówczesnego Państwa Polskiego. Zbiór wojenny i powojenny stanowi niewielką kolekcję.
Poszukiwania informacji dotyczących Józefa Dańdy zaowocowały artykułem Piotra Szymona pt. „Józef Dańda i jego fotograficzna pasja”, zamieszczonym w roczniku muzealnym „Kronika Katowic”, stanowiącym jak dotychczas jedyną jego biografię. Będzie zawiedziony ten, kto chciałby coś znaleźć o Józefie Dańdzie w publikacjach omawiających dzieje polskiej fotografii. Niestety, nie zdołał on w odpowiednim czasie rozwinąć skrzydeł, a gdy podrywał się do wysokiego lotu, wybuchła wojna niszcząca pracowicie odbudowywaną po rozbiorach polską kulturę, w tym jej twórców oraz ich dorobek. Autorzy publikacji rejestrujący działalność fotografików do 1939 r. nie zdążyli jeszcze odnotować nazwiska Dańdy, chociaż wspominali o innym fotoamatorze mieszkającym w Katowicach w międzywojniu – Władysławie Miedniaku (tworzącym wcześniej w Myślenicach i Krakowie) oraz o bardziej znanym jako pisarzu, Gustawie Morcinku.
Po 1945 r. Józef Dańda zajmował się dokumentowaniem zniszczeń wojennych i mało poświęcał się fotografii artystycznej. Chcąc przekazać swe doświadczenie zawodowe, wykładał w szkołach, publikował artykuły, organizował koła fotograficzne itp. Wiele energii i czasu poświęcił na starania o stworzenie muzeum fotografii lub umieszczenie swej kolekcji w jakimkolwiek muzeum. Niestety, Katowice jako jedyne miasto wojewódzkie nie posiadające wtedy tego typu placówki nie mogły mu takiej szansy zaoferować. Wśród tych wszystkich zabiegów Dańda miał już coraz mniej sił na przygotowanie wystaw i, jakbyśmy dziś powiedzieli: kreowanie pozytywnego wizerunku swej osoby.
W 1991 r. historyk Andrzej Zakrzewski, zwiedzając przy okazji swego wykładu w naszym muzeum wystawę pt. „Huculszczyzna w fotografii Józefa Dańdy”, zachwycił się jego twórczością i postanowił przywrócić pamięć o artyście. Wspólnie z muzeum chciał przygotować album monograficzny z własnym tekstem. Niestety, wkrótce porwał go wir polityki, i gdy przyjął stanowisko podsekretarza stanu w Kancelarii Prezydenta RP Lecha Wałęsy, już tej propozycji nie odnowił, a jego śmierć pogrzebała ostatecznie nadzieje na interesujące osadzenie w historii Józefa Dańdy oraz jego dzieła.
Teraz, w 110. rocznicę urodzin tego zapoznanego twórcy pragniemy pokazać poprzez jego fotografie Polskę taką, jaką już niewielu pamięta, bo wojna i czas zniszczyły nie tylko ludzi, budynki i pejzaż, ale także zwyczaje i tradycje miejscowe.
Razem z kolekcją fotografii trafiły do muzeum dokumenty i materiały pozwalające odtworzyć biografię Dańdy. Wiele problemów pozostaje jednak niewyjaśnionych, snując przypuszczenia lub przez analogię możemy jedynie domyślać się czegoś, nie mając niestety pewności, czy tak naprawdę było. Nie sposób ustalić np. dokładnie, kiedy Dańda zaczął interesować się fotografią. W broszurce swego autorstwa „Podstawa dobrej fotografii”, (Katowice 1948) napisał o swej 24-letniej pracy fotograficznej. Pozwala to datować na 1924 r. jego „zaawansowanie” w tej dziedzinie, lecz trudno wnioskować o początku czy pierwszych próbach. Należy przypuszczać, że zainteresował go artykuł Zygmunta Kamińskiego pt. Fotografia artystyczna, zamieszczony w 1920 r. w „Tygodniku Ilustrowanym”, a także że przejął się apelem Mieczysława Orłowicza (1881-1959), który w 1919 r. został kierownikiem Referatu Turystyki w Ministerstwie Robót Publicznych i zachęcał zawodowych fotografów oraz fotoamatorów do zainteresowania się fotografią krajoznawczą, by w ten sposób pobudzić rozwój turystyki. Działalność Dańdy na tym polu oraz zasypywanie kierowanego przez Orłowicza referatu dziesiątkami zdjęć, świadczą, że apel trafił na podatny grunt.
Dańda, który w październiku 1919 r. podjął pracę na kolei w Krakowie mógł bezpłatnie przemieszczać się pociągami po kraju, co przyniosło mu bogaty plon fotograficzny.
Ważnym momentem dla Dańdy było zetknięcie się zarówno poprzez publikacje, fotografie, korespondencje i osobiste spotkania z wybitnym fotografem Janem Bułhakiem (1876-1950); nazywał go później „mistrzem i starym ukochanym nauczycielem”.
Jan Bułhak w swoim artykule pt. Regionalizm w fotografii, czyli fotografia ojczysta zamieszczonym w 1937 r. w czasopiśmie „Nowości Fotograficzne” wyjaśnił na czym polega gorąco propagowana przez niego tzw. fotografia ojczysta: „[...] to jest fotografia krajoznawcza, rozszerzona tematowo przez społeczno-patriotyczny punkt wyjścia, uszlachetniona przez wyższe wymagania artystyczne, czyli przez powabny i przekonywujący układ treści.”. Taka fotografia miała uwydatnić „wszelkie walory kraju ojczystego”. Bułhak zachęcał zarówno do fotografowania architektury, jak i pejzażu polskiego. Tworzenie fotografii ojczystej stało się więc pasją Dańdy, tym bardziej że, jak wyznał w swej broszurce: „[...] od najmłodszych lat kocham przyrodę, lubię słońce i obserwuję życie natury na naszej kuli ziemskiej [...] co należy nam utrwalać na obrazach malowanych lub fotografowanych”. Wzorując się na Bułhaku, eksperymentował ze światłem, uważając, że ono daje życie fotografii. Studiował jego publikację z 1936 r. pt. „Estetyka światła”, potwierdzając w swoich doświadczeniach, że najlepsze oświetlenie pejzażu uzyskuje się rano lub wieczorem, kiedy słońce daje oświetlenie boczne. Podobnie jak wielu malarzy pasjonowało go też światło w tym samym miejscu, ale o różnych porach roku.
Zauroczenie Dańdy Janem Bułhakiem pozwala przypuszczać, że kontaktował się z nim osobiście, musiał też bywać w kierowanym przez niego Zakładzie Fotografiki Artystycznej na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu w Wilnie, który był również uniwersytetem korespondencyjnym dla licznych działających w całej Polsce fotoamatorów. O pobycie Dańdy w Wilnie świadczą zdjęcia, które przetrwały w jego spuściźnie.
Wśród materiałów zgromadzonych przez Dańdę są katalogi wystaw, w których uczestniczył. Czy jest to materiał kompletny, również nie mamy pojęcia. Jedna z pierwszych wystaw, na którą przyjęto jego pracę, to „Ogólnopolska Wystawa Artystycznej Fotografii” w Krakowie trwająca od 18 do 30 września 1932 r. Ekspozycję zorganizował Fotoklub Y.M.C.A. (ruch społeczno-wychowawczy wszystkich chrześcijan), pod patronatem prezydenta miasta – Władysława Beliny-Prażmowskiego. Wystawiono wówczas 485 fotogramów. Uczestnicy dostali materiały fotograficzne ufundowane przez wielu producentów krajowych i zagranicznych. Praca Dańdy została zatytułowana Białowieża – pałac przy zachodzie słońca. W marcu 1934 r. otwarto „Doroczną XVII Wystawę Fotografiki Polskiej” we Lwowie, przygotowaną przez Lwowskie Towarzystwo Fotograficzne i Miejskie Muzeum Przemysłu Artystycznego. Wystawiono 302 prace. Józef Dańda pokazał tam 2 fotogramy pt. „Łabędzie” i „Drewnianą chrzcielnicę”, oba wykonane techniką bromową. W listopadzie 1936 r. Dańda wziął udział w ogólnopolskiej wystawie przygotowanej przez sekcję fotograficzną oddziału PPTK w Kielcach. Prezentowano 344 zdjęcia. Dańda pokazał następujące fotogramy: „Nad stawem”, „Tatry w lipcu”, „Drewniana chrzcielnica”, „Kościelec”. Także przy ich tworzeniu posłużył się techniką bromową. W kwietniu tegoż roku rozstrzygnięto również konkurs pod hasłem „Wspomnienia wakacyjne”, zorganizowany przez Polską Fabrykę Papierów Fotograficznych „Foton” w Warszawie. Złoty medal otrzymał wówczas Edward Czerny za pracę „Wiosna” (500 zł). Przyznano też 7 nagród głównych (lot samolotem, aparat radiowy, 3 aparaty fotograficzne i 1 powiększalnik). Józef Dańda oraz 20 innych osób otrzymało żarówki „Photolite” z reflektorami „Kodareflektor”. Ogólnie nadesłano 5581 prac. Na wystawie trwającej od 2 do 25 kwietnia 1937 r. zaprezentowano 414 prac. Nagrodzone zdjęcia miały być reprodukowane w magazynach „Fotograf Polski”, „Foto” i „Moja Leica”. Niewielki protokół konkursowy, niestety, nie podawał tematów przedstawionych prac. Od 25 września do 3 listopada 1937 r. odbył się w Warszawie X Międzynarodowy Salon Fotografiki w Polsce, w którym wzięli udział artyści z Anglii, Austrii, Belgii, Chin, Czechosłowacji, Egiptu, Francji, Holandii, Indii, Japonii, Italii, Jugosławii, Kanady, Łotwy, Niemiec, Portugalii, Południowej Afryki, Rumunii, Szwecji, Szwajcarii, Stanów Zjednoczonych, Węgier oraz oczywiście Polski. Przedstawiono 155 prac spośród nadesłanych 562. W ekspozycji obok wielu wybitnych artystów (Jan Bułhak, Edward Hartwig, Marian Dederko) wziął udział także Józef Dańda. Pokazał 2 prace pt. „Tatry w lipcu” i „Zmarznięta rzeczka”. Po raz kolejny wziął też Dańda udział w „XVIII Dorocznej Wystawie Fotografiki Polskiej” we Lwowie, gdzie wśród 875 prac 175 autorów wystawił dwie pt. „Architektura Zaleszczyk” i „Portret starej Podolanki”. Wystawa trwała od 1 do 29 maja 1938 r. Kilka miesięcy później na „XIX Dorocznej Wystawie Fotografiki Polskiej” (2 II - 2 III 1939 r.) J. Dańda wystawił dwie prace: „Zmarznięta rzeczka” i „Zachód słońca”.
W wydanym w 1934 r. Almanachu fotografii polskiej, wymieniono 410 czynnych, wystawiających fotografików, w tym 10 z Górnego Śląska. Niestety, mieszkający w różnych miastach aglomeracji nie stworzyli jednoczącej ich organizacji. Dopiero dr inż. Józef Hawliczek z chorzowskich „Azotów” skonsolidował środowisko, organizując na wiosnę 1934 r. Śląskie Towarzystwo Miłośników Fotografii z siedzibą w Katowicach. Sam został jego prezesem. W ten sposób również na Śląsku zaczął się ruch mający na celu rozwój i promocję fotografii artystycznej.
W grudniu 1934 r. Towarzystwo zorganizowało pierwszą wystawę fotografiki śląskiej. Nadesłano około 500 prac, z czego wybrano do ekspozycji 200 fotogramów 48 autorów. Jak pisze M. Płażewski w Dziejach fotografii polskiej na wystawie wyróżniały się prace Władysława Miedniaka, Gustawa Morcinka i Adolfa Seroga. Ani słowa o Dańdzie. Ponieważ nie odnalazł się żaden katalog z tej wystawy, nie wiemy, czy Dańda brał w niej udział, czy też dostatecznie się nie wyróżnił. Powstanie w Katowicach Śląskiego Towarzystwa Miłośników Fotografii pozwoliło licznym dotychczas samotnie pracującym fotografom na wymianę doświadczeń, a wreszcie pokazanie swoich osiągnięć. W czasie trwania wystawy odbyło się wiele spotkań z wybitnymi fotografami, wykładów w bibliotece TCL oraz w katowickim radiu (np. zakopiański artysta dr Antoni Wieczorek wygłosił odczyt o zadaniach fotografii artystycznej).
W zapowiedziach „I Polskiej Wystawy Fotografii Ojczystej”, zamieszczono jej definicję „[...] za fotografię ojczystą należy uważać zdjęcia obrazujące polski krajobraz i architekturę, budowle zabytkowe, typy ludowe, sceny rodzajowe [...], naszą Ziemię ojczystą i ludzi ją zamieszkujących – posiadające wartość artystyczną i piętno narodowe”. Jak głęboko ta idea została przyjęta przez Józefa Dańdę, możemy zobaczyć na jego fotografiach, które przedstawiają zabytki miast i miasteczek polskich: Krakowa, Warszawy, Lwowa, Wilna, Stanisławowa, Zaleszczyk. Charakterystyczne dla poszczególnych regionów pejzaże, portrety różnych typów ludzkich, sceny rodzajowe z jarmarków, kościołów, czy np. rajdów samochodowych. W duchu fotografii ojczystej tworzył też kolekcje tematyczne, np. drewniane kościółki Górnego Śląska, świątynie murowane wraz z elementami zabytkowych wnętrz.
Realizując idee fotografii ojczystej Śląskie Towarzystwo Miłośników Fotografii zorganizowało w salach kuluarowych Sejmu Śląskiego dużą wystawę pt. „Piękno Ziemi Śląskiej”, trwającą od 1 do 15 listopada 1938 r. W ekspozycji wzięło udział również wielu wybitnych artystów spoza regionu, jak Jan Bułhak, Antoni Wieczorek.
Komisja artystyczna przyjęła na wystawę 523 prace, w tym 36 fotogramów Józefa Dańdy. Tematyka prac była różnorodna, fotografie przedstawiały zarówno Śląsk Górny, jak i Cieszyński. Prezentowano typy ludzkie, pejzaże, w tym wielkoprzemysłowe oraz sceny rodzajowe, zwłaszcza w strojach ludowych.
Sąd konkursowy w składzie: Antoni Stachowski, Władysław Miedniak (prezes Polskiego Towarzystwa Przyjaciół Teatru Polskiego i znany fotoamator) oraz Janina Schabenbeck-Mroszczakowa ze znanej rodziny fotografów z Zakopanego jedną z pięciu pierwszych nagród przyznał fotografii pt. „Babcia śląska” autorstwa Józefa Dańdy. „Polska Zachodnia” z 6 grudnia 1938 r. zamieściła artykuł pt. „Na wystawie fotografiki śląskiej” omawiający to wydarzenie: „Oto praca Józefa Dańdy, wyróżniona przez sąd konkursowy pierwszą nagrodą >>Babcia śląska<<. Dobra kompozycja, doskonałe wykończenie techniczne – no i oryginalność tematu! Gdzież się spotka taki typ starej, schowanej za okularami, zaczytanej, pomarszczonej kobiety, jak nie na Śląsku? [...] Cicha melancholia, tęsknota i żal, radość i humor, słońce i zdrowie – oto nieodłączne elementy wystawy, która swoją wspaniałą wymową, swoją potężną ekspresją daje nawet przeciętnemu widzowi moc niezapomnianych wrażeń”.
Ekspozycja przygotowana pod patronatem (także finansowym) wojewody Michała Grażyńskiego zaowocowała katalogiem, do którego wstęp napisali Jan Bułhak i Gustaw Morcinek. Jan Bułhak podjął rozważania na temat fotografii ojczystej, Gustaw Morcinek zaś o urodzie ziemi śląskiej. Niestety, nikt nie omówił działalności środowiska fotografików na Górnym Śląsku, ani nie scharakteryzował przedstawionej twórczości.
Popularność, jaką przyniosła Dańdzie nagroda, pociągnęła za sobą publikację wielu jego fotografii w czasopismach ilustrowanych oraz gazetach codziennych („Polonia”, „Polska Zachodnia” itp.), a także w formie widokówek. Tym sposobem, artysta mógł więcej wydawać na fotograficzną pasję, finansowaną wyłącznie ze swych zarobków. Ascetyczny tryb życia, fakt, iż nie założył rodziny, na której utrzymanie musiałby łożyć, pozwoliły mu za relatywnie niewielkie pieniądze stworzyć ogromną kolekcję fotografii. Zresztą sytuacja życiowa Dańdy nie odbiegała od losu innych fotografików żyjących mu współcześnie. Podsumowując okres międzywojenny, Jan Bułhak pisał: „Przez 20 lat naszego życia państwowego fotograficy polscy pracowali luzem, w rozsypce, borykali się z wielkimi trudnościami, podejmując inicjatywę zobrazowania Polski na własny rachunek, bez odpowiednich dyrektyw, środków i ułatwień. Mimo to zdziałali niemało, jak o tym świadczą między innymi liczne książki i wydawnictwa ilustrowane. [...] Propaganda turystyczna opierała się całkowicie na ich materiale obrazowym, państwo szeroko korzystało z ich pracy, ale o nich samych wiedzieć nie chciało ...”.
Czas okupacji spędził Dańda w Sierczy pod Wieliczką, uprawiając odziedziczony po ojcu spłachetek ziemi. Pokazywanie się publicznie z aparatem fotograficznym było niebezpieczne, toteż jeżeli fotografował, to tylko w swej miejscowości, gdzie wszyscy się znali, a wróg był z daleka widoczny.
Po zakończeniu wojny odpowiedział na apel o fotografowanie zniszczeń wojennych. Ze specjalną przepustką pozwalającą mu przemieszczać się po całym kraju, a zwłaszcza po Ziemiach Zachodnich sfotografował Wrocław, Warszawę, Gdańsk i wiele innych miast.
W styczniu 1946 r. odbyła się pierwsza indywidualna wystawa Józefa Dańdy w Domu Kultury w Cieszynie połączona z jego wykładem o fotografii krajoznawczej, a za rok, 1 lutego 1947 r. ekspozycję zorganizowano również w Katowicach. Druga indywidualna „Wystawa Fotografiki Krajoznawczej i Dokumentalnej Józefa Dańdy”, prezentująca 130 fotogramów odbyła się w sali Związku Literatów Polskich, która mieściła się wtedy przy ul. 3 Maja 36 w Katowicach.
W kwietniu 1947 r. Dańda wziął udział w „I Ogólnopolskiej Wystawie Fotografiki”, którą przygotowało Muzeum Wielkopolskie w Poznaniu. Był jednym z 82 autorów, którzy pokazali 194 prace, przedstawił wówczas 2 fotogramy: „Drewniany kościółek” i „W drodze do Jaworzyny”. Brał jeszcze udział w wielu wystawach zbiorowych oraz konkursach, a w 1948 r. otrzymał nagrodę Ministra Kultury i Sztuki. Po raz ostatni zaprezentował się w konkursie „Katowice wczoraj i dziś” w 1972 r., wysyłając 58 fotografii.
Chcąc podnieść swój status zawodowy, zdał egzaminy rzemieślnicze jako fotograf (w 1947 r.), a następnie, wzorem Jana Bułhaka, starał się o stanowisko wykładowcy fotografii artystycznej na ASP w Krakowie. Posadę tę otrzymał w roku akademickim 1948/1949.
Analizując osiągnięcia artystyczne Józefa Dańdy, trzeba zauważyć, że mimo pierwszej nagrody zdobytej na konkursie we własnym mieście, nie przebił się do czołówki polskich artystów fotografików. W wielu wystawach brał udział, co już było wyróżnieniem, ale nie umiał wejść w krąg elity warszawsko-lwowsko-wileńskiej. W większości konkursów jury miało bowiem swoich faworytów o „wyrobionych nazwiskach”, trudno więc było przełamać schematy.
Twórczości Józefa Dańdy nie można zatem oceniać z perspektywy nagród w konkursach, była przecież artystycznym dokumentem tamtych czasów.
Przez całe swoje twórcze życie nie doczekał się Dańda wydania publikacji, która ukazywałaby jego osiągnięcia. Również po jego śmierci nikt tym tematem nie był zainteresowany. Kiedy kolekcja w stanie kompletnego chaosu trafiła do muzeum, trzeba było ją oczyścić i wyselekcjonować zniszczone materiały, wyodrębnić zdjęcia opisane przez Dańdę. Znaczna część oczekiwała na rozpoznanie poprzez różnych fachowców oraz na opublikowanie. Niestety, do dzisiaj nie udało się opisać co najmniej czwartej części kolekcji. W przypadku pejzaży, wiejskich chałup, fotografii, portretów trudno nawet liczyć, że kiedyś ktoś tego dokona. Pozostaje zachwycać się urodą zdjęć.
Jadwiga Lipońska-Sajdak
Dyrektor
Muzeum Historii Katowic
|